Skocz do zawartości
truckmaniak

Austria i Włochy - Wakacje 2011

Rekomendowane odpowiedzi

Polska-Austria-Włochy

 

Poniedziałek, 25 lipca

O trasie dowiedziałem się już w piątek, kiedy tata wrócił z poprzedniej. Przygotowania rozpoczęły się więc w niedzielę wieczorem. Pakowanie, sprawdzanie wszystkiego itp. W końcu przed północą wyjechaliśmy z Lublina w kierunku bazy. Na bazie byliśmy kilka minut po godzinie 1:00. Mama pojechała z powrotem do Lublina, a my rozpakowaliśmy się w kabinie, Volvo nabiło powietrze i ruszyliśmy na Włocławek, gdzie był załadunek. W nocy jak to w nocy, jechało się dobrze. Na drodze był mały ruch i panowała ładna pogoda. Kierowaliśmy się na Warszawę, później na Płock. Padać zaczęło dopiero przed samym Włocławkiem. Znaleźliśmy miejsce załadunku. Zważyliśmy się, ustawiliśmy się tam, gdzie mówił strażnik i pozostało nam czekać. Ja po chwili poszedłem spać i spałem prawie do południa. Już staliśmy pod rampą. Wstałem, poprzeglądałem neta na laptopie i jakoś zleciało. Początkowo miałem spotkać się z Damianem_DAF, ale nie wypaliło. Udało się jednak ustawić z Matezem. Po załadunku pojechaliśmy na Reala, żeby wymienić pieniądze i zrobić zakupy. Tam trochę pogadaliśmy, zjedliśmy mały obiadek i rura w kierunku granicy. Myśleliśmy jak lecieć: Świecko czy Olszyna? Ostatecznie jednak zdecydowaliśmy, że pojedziemy na Olszynę przez Gniezno, Poznań, Pniewy, Świebodzin i Zieloną Górę.

DSCN2697.jpg

 

Podczas drogi nie było większych przygód. Jedynymi z nich był objazd Kwieciszewo, ponieważ wywróciła się tam ciężarówka i droga była zablokowana. Polecieliśmy objazdem ze Strzelna „białą drogą” mniej więcej wzdłuż krajówki. Pauza wypadła dopiero w Lutolu Suchym między Trzcielem, a Świebodzinem. Tam odstaliśmy godzinkę na LukOilu i przy okazji zjedliśmy obiadokolację w tamtejszym barze. Po pauzie ruszyliśmy w kierunku granicy. Jechało się bezproblemowo i nim się obejrzałem, już byliśmy przed granicą. Kontaktowaliśmy się z Sebkiem_Truckerem, który jechał podobną drogę przez Drezno i Chemnitz. Myśleliśmy, żeby się zjechać i jechać razem, ale chłopaki nabrali małego opóźnienia i nie dało rady. Przelecieliśmy przez Niemcy. Trochę chciało się spać, ale nie było źle, więc dotrwaliśmy do końca 4,5 i stanęliśmy na Autohofie za Dreznem. Tam chwilę posiedzieliśmy i położyliśmy się spać.

DSCN2698.jpg DSCN2701.jpg DSCN2702.jpg DSCN2703.jpg

 

DSCN2708.jpg

 

Wtorek, 26 lipca

Pobudka była około 10:30. Poszedłem się wykąpać, a tata tymczasem robił herbatkę. Później nabrałem jeszcze wody w bańki, wypiliśmy herbatkę, zjedliśmy po dwóch pączkach, umyliśmy naczynia i ruszyliśmy. Tym razem postanowiliśmy pojechać z Hofu nie 93-tką tylko 9-tką ze względu na jej bardziej krajobrazowy charakter. Jak się później okazało był to zły wybór. Jadąc za sobą i rozmawiając z pewnym Polakiem dowiedzieliśmy się, że w Inglostadtcie na bok przewróciła się ciężarówka ze słomą i przejazd jest zablokowany. Jakieś 30 kilometrów przed tym miejscem zjechaliśmy na godzinną pauzę. Myśleliśmy, że w tym czasie otworzą jakiś pas i uda się przejechać, ale niestety. Wypiliśmy herbatkę, pogadaliśmy i stwierdziliśmy, że nie ma co dłużej stać. Spojrzeliśmy na mapę i postanowiliśmy objechać to miejsce landówką. Zjechaliśmy na Eichstatt i lecieliśmy tą drogą do Inglostadtu. Niestety później też były duuże korki, które powodowały sygnalizacje świetlne w niedużych miasteczkach i szczytowe godziny. Powoli jednak udało się dojechać do Inglostadtu. Tam wjechaliśmy na autostradę i następny stau. Osobówki hamowały, żeby popatrzeć na ciężarówki stojące na awaryjnych pasach, bo innego wytłumaczenia nie było. :D Doczołgaliśmy się do Monachium, bo trudno było to nazwać normalną jazdą. Za tym miastem jechało się już w porządku. Naszym celem był Kufstein, gdzie mieliśmy odebrać jakieś papiery celne. Przed nim zjechaliśmy na dzikusa, żeby skorzystać z toalety i wbić adres w nawigację. Porozmawialiśmy chwilę z kierowcą z Citronexu i ruszyliśmy dalej. Do celu zostało kilkanaście kilometrów. Bez problemu znaleźliśmy miejsce i zajechaliśmy na parking. Tata poszedł do biura, żeby się czegoś dowiedzieć. Okazało się, że musimy czekać do rana. Zrobiliśmy herbatkę, posiedzieliśmy na laptopie, toaleta i spać.

DSCN2709.jpg DSCN2711.jpg DSCN2713.jpg DSCN2715.jpg DSCN2717.jpg DSCN2719.jpg DSCN2721.jpg DSCN2723.jpg DSCN2724.jpg DSCN2726.jpg DSCN2729.jpg DSCN2728.jpg

 

DSCN2731.jpg

 

Środa, 27 lipca

Obudziłem się około 8:00. Tata już jakiś czas nie spał. Powiedział, żebym powoli wstawał, a on idzie do biura i na Autohofa obok. Wstałem, ubrałem się, złożyłem łóżko i odpaliłem laptopa. Tata wrócił i powiedział, że gotowe będzie około 8:30. Wszystko było jak należy, więc przed 9:00 ruszaliśmy do Stans leżącego jakieś 40 kilometrów dalej. Droga minęła szybko. Zajechaliśmy, odczekaliśmy około godziny i podjechaliśmy pod rampę. Wypiliśmy herbatkę i czekaliśmy na koniec. Po rozładunku 2 palet przyszedł Austriak i powiedział, że musimy jechać do Sankt Johann In Tirol, bo u nich w magazynie nie ma już miejsca. Jak trzeba to trzeba. Umyliśmy naczynia i ruszyliśmy. W międzyczasie przyszedł nam adres załadunku. Rekompensatą za nieplanowane miejsce rozładunku były piękne widoki po zjeździe na landówkę. Nie wiadomo było gdzie się patrzeć i co fotografować. W końcu dojechaliśmy. Tata poszedł z papierami, a ja wbiłem w Navigatora adres załadunku. Myśleliśmy, że to będzie gdzieś w okolicach Bolzano, a tu zdziwienie – okolice Padovy, 363 km od nas. Pod rampą spędziliśmy około godziny. Ja spacerowałem i siedziałem w okolicach auta, co by nie siedzieć ciągle w kabinie. W końcu skończyli i można było jechać do celu – Piove di Sacco.

DSCN2733.jpg DSCN2735.jpg DSCN2740.jpg DSCN2741.jpg DSCN2747.jpg DSCN2748.jpg DSCN2761.jpg DSCN2757.jpg

 

Kierowaliśmy się na Lienz – Cortina d’Ampezzo – Belluno, gdzie zaczęła się autostrada. Okolice na landówce były jeszcze piękniejsze. Serpentyny, w niektórych miejscach bardzo wąsko no i śliczne widoki ze wszystkich stron. Nie nudziło się. Jechaliśmy przez tunel Felbertauern liczący dokładnie 11 611 m. Jak dotychczas jest to najdłuższy tunel, przez który jechałem. We Włoszech zaskoczyły nas prawdziwe, włoskie, ciasne miasteczka. Uroki tego kraju. W Belluno stanęliśmy na 45-tkę, zjedliśmy obiadek i dalej Padovę. Już nie dużo zostało. W okolicach Treviso złapał nas naprawdę ostry, przelotny deszcz. Wiadomo co wtedy się dzieje – osobówki prawym, a ciężarówki lewym. W Mestre znowu zaczęło lać, ale już po chwili się rozpogodziło. Dotarliśmy do celu. Myśleliśmy, że będziemy musieli szukać jakiegoś miejsca do postoju do rana, ale wyszedł po nas jeden z pracowników i pozwolił nocować na zakładzie, z boku. Wjechaliśmy, obejrzeliśmy zdjęcia i filmiki na laptopie, pogadaliśmy i położyliśmy się spać.

DSCN2764.jpg DSCN2765.jpg DSCN2766.jpg DSCN2771.jpg DSCN2772.jpg DSCN2775.jpg DSCN2781.jpg DSCN2787.jpg DSCN2793.jpg DSCN2797.jpg DSCN2799.jpg DSCN2806.jpg DSCN2810.jpg DSCN2812.jpg DSCN2817.jpg DSCN2819.jpg DSCN2824.jpg DSCN2829.jpg DSCN2826.jpg DSCN2836.jpg DSCN2840.jpg

 

Czwartek, 28 lipca

Wstaliśmy rano. Tata poszedł do biura, a ja złożyłem łóżko i włożyłem torby na górę. Po niedługim czasie zaczęli nas ładować. Skończyli przed 10:00. Papierki i musieliśmy jeszcze pojechać na urząd celny do Padovy, ponieważ ten towar szedł na Wschód. Musieliśmy czekać prawie do 14:00, więc był czas na obiad, umycie się, sprzątanie itp. Planowaliśmy wracać przez Słowenię, Węgry i Słowację, ale musieliśmy przekazać jednemu kierowcy centa i trzeba było wracać przez Austrię, Niemcy i Czechy. Trzeba było dojechać do Trento, więc skierowaliśmy się na Bassano del Grappa drogami SP67, a później SS47. Tam też było bardzo ładnie. Z Trento już na Bolzano, a później przełęczą Brennero. Umówiliśmy się na Vipiteno. Tam porządnie się wykąpaliśmy i zjedliśmy. Ja zrobiłem parę pstryków na parkingu. W końcu przyjechała Scania od nas z firmy, przekazaliśmy sobie centa, chwilę pogadaliśmy i rozjechaliśmy się każdy w swoją stronę. Na długą pauzę planowaliśmy dolecieć gdzieś pod Regensburg, a może i Waidhaus. Udało się jednak tylko pod Regensburg. Droga leciała szybko. Nie ma co opisywać, skoro cały czas autostrada. Tam poszliśmy do toalety, wyciągnęliśmy 4 fajne pluszaki z automatu (3 zaczepiliśmy w Volvie, 1 poszedł dla siostry), zjedliśmy czekoladę i poszliśmy spać.

DSCN2848.jpg DSCN2851.jpg DSCN2849.jpg DSCN2852.jpg DSCN2854.jpg DSCN2855.jpg DSCN2856.jpg DSCN2857.jpg DSCN2868.jpg DSCN2870.jpg DSCN2880.jpg DSCN2875.jpg DSCN2878.jpg DSCN2879.jpg DSCN2876.jpg DSCN2888.jpg DSCN2891.jpg DSCN2895.jpg

 

Piątek, 29 lipca

Rano wstaliśmy, poszliśmy na stację i wróciliśmy do auta. Zrobiliśmy herbatkę, małe śniadanko, umyliśmy naczynia i ruszyliśmy w kierunku granicy czeskiej. Stanęliśmy na granicy, żeby nabić Premida i dalej rura. Akurat wyszła nam 15-minutówka. Kierowaliśmy się na Pragę, a później Hradec Kralove i Kudową. Tu również nie ma co opisywać. W Pradze duży stau spowodowany zjazdem na Brno. Później kolejny już w mieście. Poszło na to i czasu i nerwów. Stanęliśmy na krótką pauzę na stacji na wylocie. Mały obiadek, herbatka i jedziemy dalej. Kolejna planowana pauza na granicy. Jadąc odcinkiem od Hradca do granicy od razu przypomniały mi się ferie, kiedy to trochę kręciliśmy się po tamtych rejonach. Na pauzie stanęliśmy na granicy. Tam małe zakupy w Biedronce, przejrzałem neta i jedziemy dalej, na 10h. W Polsce jak to w Polsce. Nie pospieszy, bo co chwilę ktoś wyjeżdża i denerwuje człowieka. Czasu starczyło nam przed Syców i na długą pauzę stanęliśmy na LukOilu przy DK8. Poszliśmy do baru zjeść obiadokolację. Wróciliśmy do Volva, tata się położył, a ja siedziałem na laptopie. Przed północą pomogliśmy jeszcze jednej pani. Chciała dotrzeć do Warszawy, więc zawołaliśmy na CB i po chwili udało się. Podziękowała, a my położyliśmy się spać.

DSCN2908.jpg DSCN2910.jpg DSCN2912.jpg DSCN2914.jpg DSCN2915.jpg DSCN2920.jpg DSCN2921.jpg DSCN2922.jpg DSCN2923.jpg DSCN2929.jpg

 

Sobota, 30 lipca

Wstaliśmy przed 5:00. Poranna toaleta, herbatka i ruszamy w kierunku bazy. Znowu przeszkadzały osobówki, ale nic na to nie poradzimy. Gdzie można było to się przyspieszyło, a gdzie nie to nie. W 4,5h dotarliśmy do Radomia. Tam padało, więc tylko przeczekaliśmy pauzę i ruszyliśmy dalej. Postanowiliśmy, że ja wysiądę w Lublinie, a tata pojedzie dalej na bazę. Na bazie nie było naszej osobówki, bo była potrzebna mamie, więc nie wiadomo czy nie trzeba będzie wracać stopem. W Lublinie wyszła po mnie mama, bo było trochę rzeczy do zabrania. Wróciłem do domu, a tata pojechał na bazę.

DSCN2933.jpg

 

Tak zakończyła się moja druga wakacyjna trasa. Zrobiłem niecałe 4000 kilometrów i przejechałem przez: Polskę, Niemcy, Austrię, Włochy i Czechy. Dziękuję zarówno tym, którzy wszystko przeczytali, ale również tym, którzy nawet tylko przejrzeli zdjęcia. Pozdrawiam!


Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Przeczytalem i przejrzalem fotki... piwo dla Ciebie, fajnie sie to czytalo, chociaz nie mam pojecia gdzie leza miejscowosci o ktorych pisales :)

 

Fotki tez bardzo ladne... widze fajne widoki byly. Czytajac czuje jakbym jechal z wami tyle, ze mi zajelo to pare minut, a nie tydzien :)

 

:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Fantastyczna relacja. Niektóre Twoje opisy i zdjęcia przypominają mi moje trasy w północnych Włoszech! Chociaż tak naprawdę takie tunele i mniej lub bardziej imponujące góry można spotkać w całej Italii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
    • 1 Posts
    • 2668 Views
    • 1 Posts
    • 591 Views
    • 1 Posts
    • 1893 Views

×