Wysłany: 2007-08-09, 19:54 "120 godzin tułaczki po Polsce..." czyli moja tras
Jest to relacja z mojej trasy ciężarówką po Polsce, którą odbyłem w wakacje. Jak obiecałem ,tak opisuję
Może zacznijmy od przedstawienia samochodu:
- Marka i model: Mercedes Actros;
- Symbol modelu: 1844 MpII;
- Typ kabiny: MegaSpace;
- Kolor: niebieski;
- Moc silnika: 440 KM;
- Skrzynia biegów: manualna, 8+8;
- Spalanie: od 20 do 37 litrów na 100 km;
- Pseudonimy: "Robur", "Muł", "Gwiazda",
- Naczepa: kurtyna firmy Wielton, na plandece namalowane kontury zestawu a w ich wnętrzu trzy obrazy - Actros V8, pojazd na autostradzie (widok od wewnątrz) oraz tandem w górach.
Trasa rozpoczyna się w poniedziałek o godzinie pierwszej w nocy, kiedy to wyruszamy spod domu Tomka (kierowcy) w Tarnobrzegu. Mamy ładunek do Białegostoku. Actros spokojnie rusza ulicami miasta aby wyjechać na trasę na Sandomierz. Na CB spokój, nikt nie bawi się radiem. Co najwyżej kierowcy pytają o sytuację na drogach. Już po chwili Tomek ma okazję pomóc:
- Jak tam sytuacja w Tarnobrzegu?
- W Tarnobrzegu czysto i spokojnie, wylot na Stalową też masz czysty.
- Dzięki Kolego, ja pomykam od strony Kalwarii więc jeśli tam jedziesz to też masz czysto. Życzę powodzenia.
My jednak jesteśmy na trasie do Sandomierza. Gdy już wjechaliśmy do miasta zatrzymujemy się na chwilkę na stacji - Tomek poszedł kupić wodę w butelce (wieziemy jej całe 22 tony, ale jest zaplombowana niestety). Ja zostałem w samochodzie i miałem małe spotkanie z totalnie pijanym ochroniarzem. Ledwo stał na nogach. Otworzył moje drzwi tylko po to aby wybełkotać:
- Ja dziś trochę za dużo ten tego... No wiesz... A zresztą... Trzymajcie się!
I poszedł. Trochę mnie zaskoczył. Na pożegnanie pomachał nam jeszcze ręką. Reszta trasy przebiegała spokojnie. Sandomierz, potem Annopol, Kraśnik i kierunek na Lublin. Koło Niedrzwicy jakiś Mobil podaje:
- Na przystanku stoją jakieś laseczki i łapią stopa w stronę Lublina... Ale za te laseczki to chyba prokurator by się jeszcze czepiał.
Postanawiamy być dobrzy i zatrzymujemy się. Okazuje się że stoją dwie, a czekają w sumie cztery osoby. Mówimy że nie da rady. I dalej śmigamy do Lublina, potem kierujemy się na wyjazd na Białystok. Po drodze mijamy Niewolnika - tak nazywają siebie nawzajem kierowcy firmy "Trans - Południe". Okazuje się, że jedzie z Białegostoku gdzieś pod Kraków... Też ma trochę drogi...
Przed Bielskiem Podlaskim musimy wykręcić pauzę... 45 minut spędzamy na jakiejś stacji, gdzie jest tylko jakiś Mobil pod wywrotka i pies stróżujący. Robimy sobie kawę i ruszamy dalej. Droga przebiega dość spokojnie, około siódmej przejeżdżamy przez nieco rozkopany Białystok i stajemy na Cetrum Dystrybucji Coca Cola. Dajemy Ochroniarzowi papiery ładunku, sprawdzam z Nim plomby na naczepie i idziemy spać - rozładunek zaczyna się dopiero o 18. Łóżka są bardzo wygodne, więc nie tracimy czasu. Potem jeszcze dzwonimy do Spedycji firmy, aby dowiedzieć się co dalej. Po rozładunku mamy jechać do Radzymina na załadunek, a potem do Niepołomic na rozładunek i ponowny załadunek...
Magazynier rozładowuje nas godzinę... Razem z jakimś Mobilem stwierdzamy, że nie umie jeździć wózkiem widłowym... No ale jakoś doczekaliśmy się końca - zaplandeczamy naczepę i robimy sobie kawę... Potem w drogę. Radzymin jest 20 km od Warszawy, Niepołomice 20 km od Krakowa a my jesteśmy na Podlasiu... To będzie ciężka noc i ciężki dzień...
No i nie myliłem się. O 19 ruszamy na Warszawę. Na drogach pełno osobówek, każdy wyprzedza na chama... Na CB tylko jakieś jaja:
- Ile masz lat Kolego?
- 22. A Ty, Koleżanko?
- Ja 21.
- No to pasujemy do siebie. Możesz zatrzymać się na najbliższym parkingu?
- Mogę, ale dopiero o 10.
- O 10 to ja będę drzemał...
- No to mówi się trudno...
Cały czas Krawaty wyprzedzają za wszelką cenę... Na CB gadki... Temat dowolny:
- A co Mobilki powiecie o rowerzystach, a w szczególności pijanych?
- Ja to takim bym zapalił lampy, ponieważ jeżdżą często bez świateł...
- Można im też zbić lampy.
- Ja kiedyś takiemu nakopałem d*py i jeszcze koło w rowerze złamałem. Zima była, ślisko a ten środkiem pasa bez świateł jechał... Ledwo swoją Skakanką wyhamowałem przed nim, ale zestaw stanął mi na drodze pod mocnym skosem... A ten stanął koło rowera i się patrzy jak stoję prawie w poprzek drogi... No Ty sku***synu!
- Może pomyślał że jeździć nie umiesz, jak w poprzek drogi parkujesz...
- A ch*j go wie...
- Zaskoczony był chłopina...
- No dokładnie, takiego kolosa za sobą to się chyba nie spodziewał...
- Ja kiedyś rowerzystę mijałem... Jechał bez świateł i zaczął zjeżdżać na środek drogi... Zatrzymałem go, przylałem w pysk a rower wyje***em w jakieś gęste krzaczory... Straszył policją ale powiedziałem mu, żeby mnie w d*pę pocałował... I pojechałem dalej.
Dojeżdżamy do Radzymina... Jedziemy jakimiś wąskimi drogami aby stawić się na miejsce... Zgłaszamy się do kolejki - każą wjeżdżać na plac... W końcu naszą firmę ładują niby to bez kolejki... Robimy sobie jajecznicę i czekamy... Dojechaliśmy tu o 22, a jest już 23... Ładne to ładowanie bez kolejki! Godzina 24... Tomek już od dawna śpi z głową na kierownicy... Ja kładę się na łóżko... Zasypiam... Wózkami widłowymi Magazynierzy szukają samochodów i wołają na załadunek - jak przyjdzie pora to i do nas przyjadą. Potem słyszę pukanie w okno... Nareszcie :
- Zapraszam na załadunek na stanowisko numer dwa.
Patrzę na zegarek - jest godzina 3:20...
Noc jest zimna, odpalamy Webasto (niezależne ogrzewanie postojowe) aby nie zamarznąć. Załadunek przebiega szybko, po 20 minutach stoimy na bramie... Zakładają nam plomby na naczepie i jedziemy do Niepołomic... Przejeżdżamy przez Warszawę i kierujemy się na Kraków... Na wylocie mijamy dwóch Niewolników - dwa razy Volvo FH12 w tandemie... Po drodze jakieś roboty drogowe, zwężki itp... I coraz więcej Niewolników - najpierw Transit, potem Atego w tandemie... Za niejakiś czas znowu Atego, tym razem solówka... I znowu Atego w tandemie... Wszystkie wiozły najprawdopodobniej opony.
Po drodze mijamy jeszcze jadące z naprzeciwka dwa szerokościowe gabaryty - jakieś półbeczki czy coś w tym rodzaju... Dalej spokojnie, tylko za Kielcami stoją Krokodylki - Inspekcja Transportu Drogowego. Przez lornetki sprawdzają, czy mamy zapięte pasy. Ale i tak zjeżdżamy na parking - znowu wypada nam pauza. W barze zjadamy pierogi, spokojnie czekamy aż minie 45 minut postoju i jedziemy dalej... Na zjeździe z jakiegoś pagórka osiągamy 110 km/h... A hamowaliśmy retarderem i pulsacyjnie nożnym hamulcem... Nieźle... Przebijamy się przez Kraków i docieramy do Niepołomic...
Na rozładunek czekamy cztery godziny, rozładowanie i załadowanie zajmuje 20 minut... Parodia... Potem ustawiamy się na parkingu i zmieniamy tarczkę w tacho... 20 godzin pracy... Później zakupy w jakimś dość odległym sklepiku, rozmowa z Mobilami, a w szczególności z Niewolnikami... W końcu wypijamy po browarze i idziemy spać...
Pobudka o godzinie drugiej - robimy sobie kawę i zjadamy jakieś zrobione na szybko kanapki. O godzinie trzeciej w nocy ruszamy w dalszą trasę - naszym celem tym razem Bydgoszcz. Najpierw przejeżdżamy przez Kraków, potem w Kielcach zjeżdżamy na Piotrków Trybunalski. Po drodze pod górkę wyprzedzamy jakieś Iveco TurboDaily... Następnie kierujemy się na Łódź - pauzę stoimy gdzieś przed tym miastem, na stacji benzynowej. Przed Łodzią zaś korek - ruch wahadłowy z powodu robót drogowych... Każdy się wścieka, tylko jakiś Krawat na CB każe Truckerom żeby "szanowali język" ponieważ "w samochodach są dzieci"... Tomek uprzejmie doradza mu, aby wyłączył sobie radio na co zaczyna coś tłumaczyć o tym, że eter nie jest naszą własnością... I tak nikt się tym nie przejął...
Przez Łódź przejeżdżamy zaskakująco szybko mimo dużego ruchu na drodze, ale za Łodzią mamy kolejny kore - kolejne roboty drogowe i ruch wahadłowy... Obrzydło mi już stanie w korkach, ale co poradzić... Po chwili czekania ruszamy jednak dalej, po czym pojawiamy się we Włocławku. I znowu wysłuchujemy przekomarzanek na CB:
- Halo, halo! Próba nagłośnienia!
- Dobrze Cię słychać, Kolego...
- Halo, halo! Próba nagłośnienia!
- Jak chcesz Kolego dzwonić to weź telefon, a nie radio CB!!
- Ale karta w telefonie mi się skończyła!!
- To weź se ch*ja w rękę, będzie Was dwóch!!
Za Włocławkiem spokój, tylko w Bydgoszczy roboty drogowe i musimy ją objechać obwodnicą. W Centrum Dystrybucji Coca Cola chwilkę czekamy na rozładunek i dzwonimy do Spedycji po dalsze instrukcje.
- Załadunek w Sułaszewie?? A gdzie to jest?? W Gminie Margonin, tak?? Aha... Niedaleko Chodzieży?? Dobra... "Palarnia Kawy"... Do Bielska-Białej to zawieźć?? OK! Zapisałem i zrozumiałem! Na razie...
I tak kierujemy się najpierw na Kcynię, po jakichś wąziutkich drogach gdzie przy 90 na godzinę "Gwiazda" podskakuje niemiłosiernie i ledwo mieści się w drodze... W pewnym momencie gubimy się i musimy jechać jakimś objazdem... Kończy się na tym, że z mapą w rękach nawiguję Tomka...
W końcu jednak dojeżdżamy... Sułaszewo - mała wieś od Bydgoszczy oddalona jakieś 70 km... 3 domy, 4 stodoły, 2 chlewy na krzyż... Dosłownie! A ta cała "Palarnia Kawy" większa około dwa razy od wsi... Ładujemy się przy rampie przez tylne drzwi. Najbardziej podoba mi się technika hamowania widlakami stosowana przez Magazynierów - hamują biegami ostro paląc przy tym kapcia... Już wiem dlaczego posadzka w magazynie była jakby pomazana pastą do butów...
Śpimy na placu tego zakładu, a o trzeciej rano ruszamy. Najpierw jedziemy do Poznania, potem Wieluń, Czestochowa i wjeżdżamy na "Gierkówkę"... Po drodze jakiś tajniak udaje, że wymienia koło w Vectrze... W Pszczynie wypadek, a więc znowu korek. Ale jakoś dostajemy się do przedsiębiorstwa Kawax przy ulicy Przemysłowej. Na wąskim placu Tomek ledwo co zawraca zestawem. Rozładowujemy się z boku, więc zapiepszam przy deskach i kurtynie.
Załadunek mamy w Tychach jakimiś kartonami... Odbiorcą mają być zakłady mięsne w Jarosławiu za Rzeszowem. Po rozładunku udajemy się więc do Tych. Wysłuchujemy jak "Kobiety Pracujące" zachęcają na CB do korzystania ze swych usług, a nawet dyktują numery telefonów... Po chwili ktoś stwierdza, że one wszystkie "rozsiewają salmonellę"... A tam, od razu wszystkie...
Kartony także ładowane są przez tylne drzwi, więc idzie szybko i bez wysiłku. Potem ustawiamy się niedaleko Urzędu Celnego i Tesco, gdzie też robimy sobie zakupy. Spijamy browar i spać. Wstajemy o trzeciej, jedziemy o czwartej w nocy... Najpierw Kraków, potem Tarnów, Pilzno i Dębica... Na bazie na chwilkę zostajemy - tankujemy wóz i myjemy go... Czasem w końcu schlapać narzędzie pracy trzeba... Potem tylko Rzeszów (na wylocie Miśki na dwa Miśkowozy) no i Jarosław... Po drodze wielu Niewolników, więc człowiek czuje się swojsko.
Dowiadujemy się jeszcze na CB, żeby się kierować na Pruchnik. Dzięki tej informacji dojeżdżamy na miejsce. Na rozładunek oczywiście musimy czekać... Mimo że dojechaliśmy o dziewiątej, to na załadunek stawiamy się dopiero w południe... I oczywiście znowu musimy stać i czekać... Z jakimś Niewolnikiem rozmawiamy o niecodziennej sytuacji, kiedy to stare Renault Major z silnikiem od Magnum o mocy 580 KM wyprzedziło pod górkę nowiuśkiego MAN-a TGA... Kierowca "Majorki" nie zapalił temu z Mańka zapalniczki... Zapalił mu samochodową kuchenkę gazową... Podobno ten z Mańka gryzł kierownicę ze złości.
O 17 podjeżdżamy pod rampę Huty Szkła w Jarosławiu... Butelki są jeszcze gorące - praktycznie prosto z pieca. Mają trafić do Browaru w Brzesku... Dowiadujemy się jeszcze, że musimy zostawić auto na bazie... Tak więc robimy. Stawiamy się tam o godzinie 19...
Do domu wracamy na okrężno... Z Dębicy pociągiem do Rzeszowa, potem autobusem do Tarnobrzega... Do domu Tomka maszerujemy dobrą chwilę. Docieramy tam równo o 24. Mija więc 120 godzin mojej tułaczki po Polsce.
Mówcie co chcecie, ja to po prostu lubię... Kumple pytali mnie, jak wytrzymałem pięć dni w samochodzie, daleko od domu... Jak mogłem wyspać się na z pozoru niewygodnej leżance... Odpowiadam zawsze, że dla mnie to normalne... Następna trasa raczej za rok, w następne wakacje... Kupię już pewnie aparat, więc będzie fotoreportaż... Póki co spisałem to, co przeżyłem...
Aha, bym zapomniał... Przejechaliśmy prawie 3000 km, więc średnio prawie 600 km na dobę... Ładny kawał Polski zjechałem: Tarnobrzeg, Białystok, Radzymin k. Warszawy, Niepołomice k. Krakowa, Bygdoszcz, Sułaszewo k. Margonina, Bielsko-Biała, Tychy, Jarosław, Dębica, Rzeszów... Żadna wycieczka nie oferuje tyle miast w takim czasie
_________________
Ostatnio zmieniony przez Adam1609 2008-06-15, 21:03, w całości zmieniany 1 raz
Twój pojazd: C 220cdi Avg
Od kiedy prawko: 2000
Dołączył: 03 Gru 2006 Piwa: 36/194 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-08-09, 21:11
Bardzo fajna wyprawa, ale trzeba przyznać, że musiała być piekielnie męcząca...
Świetny raport z wyprawy, czytało się jego super...nigdy nie sądziłem, że aż taka jest ciężka praca kierowcy dużego mobilka. CB to dar bogów, nawet dla osobówek, ale trzeba się kulturalnie zachowywać.
Krawaciarze - dobre akwizytorzy to chyba najszybsi kierowcy na naszych drogach
_________________ Zapraszam Ciebie Gość do komentowania
Oj tak - przedstawiciele handlowi zawsze się śpieszą
A trasa była rzeczywiście męcząca, czasem nie było nawet kiedy zjeść jakiegoś posiłku lub napić się kawy... Mam nawet parę siniaków na głowie, ponieważ uderzyłem parę razy przez przypadek głową w wykończony metalową listwą brzeg kurtyny
Oj, przeżycia były... Czasem myślałem nawet, że najechaliśmy na jakąś osobówkę, tymczasem Tomek zatrzymywał się dosłownie trzy centymetry od niej... Widoczność z takiego pojazdu jest wspaniała, zadziwia też świetna zwrotność No i umiejętności - dobry kierowca zawodowy prawie zawsze parkuje tyłem za pierwszym razem, tak samo jest z podjeżdżaniem do rampy
Twój pojazd: Obecnie brak
Dołączył: 10 Kwi 2007 Skąd: Wadowice-Oslo
Wysłany: 2007-08-10, 16:21
Ja byłem z kumplem W poniedziałek o 2 wystartowaliśmy: Łódź (dwie firmy), Kostrzyn nad Odrą i załadunek w Słubicach do Czechowice-Dziedzice Razem 30h jazdy bez przerwy ok 1300 km zrobiliśmy Jak wróciliśmy o 10 we wtorek do domu to padliśmy jak zabici POZDRAWIAM
Do Poznania jechaliśmy przez Wągrowiec a potem przez Skoki i dalej po takich niedużych miasteczkach i wsiach, po prostu było tak nam bliżej Ominęliśmy jedenastkę, ponieważ ta trasa wydała nam się zbyt długa Pomykaliśmy jakimiś powiatowymi dróżkami